Bochenia
Bochenia » Nasze Zdrowie » 2017 » Październik » Moje doświadczenie z Kambo

Moje doświadczenie z Kambo

Moje doświadczenie z Kambo Natura jest zawsze mądrzejsza od ludzkich pomysłów.

linia

zdjecieDecyzja o  szamańskiej sztuce odtruwania organizmu sposobami u nas jeszcze nie za bardzo popularnymi, ba, wręcz łajanymi przez różne ośrodki stróżów  czystości światopoglądowej  czy troski o spadek dochodów Big Farmy, mimo wszystko dojrzała u mnie do realizacji w praktyce.

Zielona amazońska żabka, bo o niej piszę, popularna dzięki wytwarzanemu  pod wpływem stresu na swojej skórce najmocniejszego naturalnego antybiotyku o silnych właściwościach detoksykacyjnych wciąż jest jeszcze u nas mało znana. Kierowany ogromną ciekawością i zarazem pragnieniem oczyszczenia swoich komórek z różnych toksyn serwowanego nam bogatego menu emulgatorów, dioksyn, candidy i wszelakich trucizn, ruszyłem w poszukiwaniu celu.

Jak zwykle mój sufler dr Google pomógł mi natrafić na  ślad polskich curanderos. Wprawdzie wybór nie był zbyt duży, ale wielka ich ofiarność, odpowiedzialność, zrozumienie, wysoka kultura dawała mi nadzieję, że mam do czynienia z ludźmi wspaniałymi, zaangażowanymi w swoim fachu i pragnącymi nieść nieudawaną pomoc dla zdrowia swoich pacjentów.

Jan, wybrany przeze mnie mistrz ceremonii,  okazał się prawdziwym poliglotą w językach orientalnych, zarazem religioznawcą a nade wszystko koryfeuszem naturalnych metod uzdrawiania.
zdjecieRozmowa nasza była ciekawa i inspirująca. Jego uduchowiona twarz, głębokie mądre spojrzenie zdawało się prześwietlać na wskroś moją dusze. Bez najmniejszych oporów oddałem całego siebie do jego dyspozycji bez najmniejszej obawy na czekające mnie niespodzianki.

W miłym nastroju rytmów muzyki  Orientu i zapachu kadzidełek przeszliśmy do łazienki. Posadzony na „tronie” z wiadrem na kolanach czekałem spokojnie na rozpoczęcie ceremonii. Zapalone trociki swoim żarem miały usunąć naskórek na moim ramieniu, by otworzyć drogę zasuszonej wydzielinie skórnej zielonej żabki Amazonii. 4 nadpalone maleńkie znaki na ramieniu oczekiwały kontaktu z agresywną toksyną zielonej żabki.

zdjecieI właściwy moment. Przygotowana na deseczce wydzielina żabki zostaje wprowadzona do 4 nadpalonych na ramieniu otworków. Oczekuję reakcji. Czas się wydłuża dla mnie w obawie  najgorszego. Zaledwie po około 30 sekundach czuję buchający do głowy żar palącego bezlitośnie słońca. Żar się rozlewa w ułamku sekundy po całym ciele i zaczyna się odczucie potężnego dyskomfortu wyciągania z każdej komórki zbędnych zapasów. Transport ich jest gwałtowny. W czasie mierzonymi ułamkami sekund cała ogromna zawartość szuka wyjścia wszystkimi możliwymi drogami poza ciało. Muszla zapełnia się, wiadro trzymam oburącz, by zdążyć nakierować na rwący  strumień szarpiący całym ciałem, oczy w potoku łez nie dają możliwości w pełni kontroli sytuacji.
Samopoczucie wraca powoli do normy. Po kilkunastu minutach wydaje mi się, że stał się prawdziwy cud z moim ciałem. Odczuwam ogromną radość zwycięstwa, lekkość i niemal sterylną czystość swego ciała a umysł staje się tak lotny i giętki, że mógłbym w tym czasie pisać najpiękniejsze wiersze mojego życia. Żałuję, że muszę jechać do domu a ta euforia może się już nie powtórzyć.

Żegnam mojego mentora pełen wdzięczności obiecując kontynuować dalsze sesje.
Jednak podróż samochodem muszę przesunąć w czasie, gdyż  spotęgowany głód pcha mnie, niczym automat do najbliższej restauracji. Jem z takim wigorem i szybkością, że zauważam kątem oka zdziwione spojrzenia personelu.

Upłynął już miesiąc od mojej przygody. Niestety nie miałem czasowych możliwości dwukrotnego powtórzenia sesji, by utrwalił się kod uzdrowienia. Mimo to mam wrażenie, że nie był to zmarnowany dla mnie czas, gdyż pokonałem barierę zakodowanego lęku, poznałem metodę oczyszczenia i przez długi czas czułem lekkość i wyraźny przypływ nieznanej dotychczas energii.

Zielona żabko, w swoich małych gabarytach jakże jesteś wielka i jakich cudów możesz dokonać!
Jak mało jeszcze wiemy o sile otaczającej nas Przyrody, jej nieograniczonych, zdawać by się mogło, możliwościach i pięknie. Najgorsze to nasz brak szacunku i pokory dla niej. Nasz niewybaczalny grzech to zatruwanie jej, nieodwracalne niszczenie i tym samym również niszczenie naszego życia.

Więcej informacji o Kambo: TUTAJ



Komentarze (0)

Napisz komentarz

Tytuł Twojego komentarza
Twoje Imię lub Pseudonim
Twój email
Twój Komentarz
Wpisz tekst po prawej
Jeśli Twój komentarz nie pojawi się od razu po wysłaniu, to znaczy, że został skierowany do moderacji i najprawdopodobniej pojawi się w najbliższym czasie. Przepraszamy za utrudnienie. Pamiętaj, że wszelką ewentualną odpowiedzialność za zamieszczone komentarze biorą ich autorzy. REGULAMIN KOMENTARZY