Bochenia
Bochenia Forum
Maj 18, 2012, 15:36:44 *
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Czy dotarł do Ciebie email aktywacyjny?

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
 
   Strona główna   Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja  
Strony: 1 ... 3 4 [5] 6 7 ... 31   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Zaczęłam stosować metodę dr Ashkara i dr Gersona - Tak trzymaj!  (Przeczytany 26429 razy)
ewa
Gość


Email
« Odpowiedz #60 : Kwiecień 07, 2010, 14:31:32 »

Pani Ewo, ten "łobuz" jak go Pani nazwala, jest tylko objawem sygnalizującym, lub wołającym o przemyślenie,  że coś w organizmie dzieje się nie tak. Że jakieś parametry w naszej fabryce biochemicznej (bo do takowych można zaliczyć nasz organizm) są zaburzone. Raka można przyrównać do "posłańca" oznajmiającego złe wieści. Więc raczej należałoby się zastanowić na co on wskazuje,szukać przyczyn, niż z nim samym walczyć. Gdyby tak było, wystarczyłoby go wyciąć i byłoby po kłopocie. Właśnie metody niekonwencjonalne (odważnie) zastosowane przez Panią Jolę, są poszukiwaniem przyczyny, aby w wyniku ich stosowania objaw sam chciał ustąpić. Bardzo ciekawie na ten temat napisał Andreas Moritz w swojej książce "Rak nie jest chorobą". Pozdrawiam wszystkich ewa
Zgłoś do moderatora   Zapisane
Jolanta
Gość


Email
« Odpowiedz #61 : Kwiecień 07, 2010, 20:22:31 »

Nie odzywałam się, ponieważ przez ponad tydzień nie było takiej możliwości, zawirowania z operatorem, ale już wszystko jest o'k.
Minęły święta w gronie najbliższych.
Kilka produktów sama przygotowałam, mąż pozostałe + posprzątał cały dom.
Ja chciałam, aby na naszym stole gościły same produkty ekologiczne i bez konserwantów. Upiekłam najwspanialszy jabłecznik "skubaniec", schab karkowy (wg własnego przepisu - jest rewelacyjny), pasztet i ogórki małosolne. Szynkę bez konserwantów, swojską - z pewnego źródła. Jajka też były wiejskie od kur wolno chodzących po podwórku - od Pani z bazarku - sprawdzone.
Mąż nie dawał mi nic robić, ale tak bardzo chciałam aby wszystkim było miło.
Sam przygotował wszystko pozostałe.
Moi goście zajadali się, aż miło mi było na sercu.
Ja czuję się dobrze, ale jedyne odstępstwo od diety Gersona jakie zrobiłam to odrobinka samego białka z jajka, kiedy dzieliliśmy się jajeczkiem.
Moja rodzina zajadała śniadanie - ja płatki na wodzie z jabłuszkiem i sokiem z pomarańczy,
oni coś do kawy a ja 1/2 grejfruta z wodą z cytryną,
oni na obiadek indyka a ja zupkę Hipokratesa i drugie przygotowane przez męża,
oni kawę z mazurkiem lub szarlotkę z lodami a ja sałatkę z owoców,
wieczorem oni jedli mięsną kolację a ja swoje "pyszności".
W między czasie cały czas miałam 8 soków i 3 lewatywy
- żadnych odstępst!
Muszę przyznać, że nie ciągnęło mnie do ich jedzenia, no może troszeczkę jak ładnie pachniała, ale to mi nie przeszkadzało.
Czy to nie sukces!!!!???
Wczoraj zaczęłam czwarty miesiąc diety Gersona i ... jestem potwornie konsekwentna, oczywiście dzięki mężowi. Sama pewnie już dawno o niej bym zapomniała, ale mąż wszystko robi, pilnuje godzin posiłków, soków i lewatyw.
Wygrałam los na loterii mając takiego męża i cały czas dziękuję za to Bogu.
On jeszcze bardziej o mnie walczy niż ja. Ja tylko jem lub piję, biorę leki lub lewatywy, ale widzę ile Go to kosztuje. Jest potwornie zmęczony, ale nie chce się o tego przyznać. Pamiętajcie, że dieta Gersona to prawdziwa harówka!
Teraz wcale się nie dziwię, że 6 dni pobytu w szpitalu w Meksyku kosztuje 5.600 USD, trzeba wykupić minimum 2 x po 6 dni + przejazd. Tragedia.
A co to jest niepełny tydzień?
Zawsze było wiadomo, że trzeba być bogatym aby chorować!
To jest potwornie niesprawiedliwe i bolesne.
Dostałam fajny link
http://jogin.hopto.org/forum/viewtopic.php?f=62&t=326
Będę w stałym kontakcie na Forum, a jeżeli ktoś chce dowiedzieć się czegoś więcej - niech pisze, odpiszę możliwie najszybciej.
Pozdrawiam - Jolanta
Zgłoś do moderatora   Zapisane
Jolanta
Gość


Email
« Odpowiedz #62 : Kwiecień 07, 2010, 20:49:00 »

Witam ponownie! Dopiero teraz zobaczyłam, że dosyć długo nie mogłam zamieszczać swoich wypowiedzi na Forum. W dniu 24 marca robiłam badania markerów nowotworowych, moje wyniki:
- CA 15-3 - 14,49 Norma 0 - 30
- CEA - 1,01 Norma 0 - 2,3 (dla niepalących - jak ja)
W lutym ubiegłego roku, po śmierci na raka mojego Tatusia,
robiłam kontrolnie badanie markerów CEA (jeszcze nie wiedziałam, że mam raka)
i wynik był 0,85.
Czyli w normie, ale na forach medycznych cały czas mnie straszą, że pewnie mam już przeżuty, że lekceważę swoje zdrowie, że.... że... że.....
Dzwonili ze szpitala i kazali się zgłosić dzień po świętach, przesunęłam na 20 kwietnia, ponieważ chcę przed tym terminem ponowić badania USG, a operacji unikam jak diabeł święconej wody.
Oczywiście usłyszałam, że mój stan jest bardzo poważny, że już dawno powinnam być po operacji, że sobie lekceważę, że może już być za późno itp. a ja po prostu podchodzę do tego bardzo poważnie i nie chcę "iść pod nóż" - czy to dziwne?
Z osoby mięsożernej stałam się wegetarianką - nie z wyboru tylko z konieczności i nawet nie podejrzewałam, że wytrzymam. Dodatkowe skutki "uboczne"? Pomimo mocnego obżerania się (nie mam kiedy zgłodnieć) - 10,1 kg jest mnie mniej.
Ale mam z czego chudnąć więc jeszcze jest trochę "pracy". Mąż się śmieje, że jestem "opalona" od marchewki i robi się ze mnie "laska", ale on stara się aby mi było miło. W najbliższy weekend zrobimy ponowne oczyszczenie mojej wątroby. Trzeba robić co 2-3 tygodnie przy raku i zdrowym też polecam!
Leki, toksyny i nieodpowiednie żywienie daje "popalić" naszej wątróbce, a mamy ją tylko jedną i trzeba o nią dbać. Po takim oczyszczeniu czuję się jak nowo narodzona, więc ... do dzieła. Pozdrawiam - Jolanta
Zgłoś do moderatora   Zapisane
Jolanta
Gość


Email
« Odpowiedz #63 : Kwiecień 15, 2010, 22:56:17 »

Witam!
Przed chwilą wróciłam od lekarza, robiłam kolejne USG. Nie ukrywam, że potrafi super człowieka zdołować.
Jak zobaczył wyniki biopsji to zaczął mojego złośliwca "naciągać".
Nie mierzył jego od krawędzi do krawędzi tylko z dużym zapasem. Piszę dużym, bo ok. +-2 mm z każdej strony. Mając 12-13 mm, zrobił mi 12x18 mm dodając po 2 mm z każdej strony.
Może komuś wyda to się drobiazgiem, bo co to jest 2 mm, ale dla mnie - osoby, która walczy o każdy milimetr - to dużo.
Dlaczego tak opisał? Rozpoczynając badanie najpierw szukał tego guza jeżdżąc po piersi i dodając żelu, a jak go znalazł powiedział, że jest taki jaki był. A u niego miałam badanie w listopadzie 2009 r. (od razu po wykryciu) i było 12x13 mm). Jak zobaczył wyniki biopsji, w której było napisane 18 mm to od razu zaczął dodawać 12x17 mm(wyraźnie to widać na zdjęciu), a w opisie jeszcze dodał na 18mm.
Wygląda to tak, jakby ten złośliwiec rósł w jego oczach, a właściwie w trakcie badania.
Dowiedziałam się, że nie operując tylko robiąc kolejne badania kontrolne szykuję sobie trumnę.
Mój mąż, który był ze mną w gabinecie stwierdził, że to asekurant. Nie może być nic inaczej niż ich nauczono. To przykre....
Nie uświadamiałam go o metodach przeze mnie stosowanych, pewnie miałabym mocny wygawor.
Od tego całego zamieszania boli mnie głowa i mocno mnie zdołował, ale ja jestem jak skała.
Nawałnica przeszła, mnie też już przeszło.
Teraz jak u Młynarskiego "róbmy swoje..."
Piszcie co o tym sądzicie i jak w tytule tego mojego wpisu - czy jest gdzieś lekarz mądry, dobry i z szerokimi horyzontami?
Czy taki się jeszcze nie urodził?
Uciąć i dać chemię to każdy potrafi, ale tak od serca pomóc i zająć się tym chorym, który tego potrzebuje to już zbyt dużo!
Czy ktoś czyta to forum? Jeżeli tak to odzywajcie się, abym wiedziała, że nie piszę sama dla siebie!
Zgłoś do moderatora   Zapisane
Jacek
Gość


Email
« Odpowiedz #64 : Kwiecień 16, 2010, 15:45:20 »

Witam serdecznie Pani Jolanto.Tak jak napisalem jakiś czas temu "będą panią próbować zdołowac,atakowac straszyć ,że bez wycinania ,chemioterapii ,radioterapiii itp. inne bzdury" grunt to się tym nie przejmować i dalej z konsekwencją upartego osiołka robić swoje.Gdy zobaczył poprzednie wyniki to nie mogl w tym opisie odjać wymiarów bo wg nich guz nie ma prawa się skurczyć więc dodał i zaczoł straszyć.Niech Pani postara sie nie myśleć o guzie czyli o skutku i dalej stosuje terapie.Ważne jest to jak się Pani ogólnie czuje i jak reaguje na terapię. I najważniejsza rada : nie sluchać lekarzy !!! oni zamist leczyć to dołują czlowieka a to jest najgorsze rzy chorobach nowotworowych.Pozdrowienia i sukcesów ,życzy Jacek.
Zgłoś do moderatora   Zapisane
Jolanta
Gość


Email
« Odpowiedz #65 : Kwiecień 16, 2010, 16:10:41 »

Bardzo serdecznie dziękuję za słowa otuchy! Cieszę się, że zagląda Pan tutaj i podtrzymuje mnie na duchu. Pozdr. Jolanta
Zgłoś do moderatora   Zapisane
Jacek
Gość


Email
:)
« Odpowiedz #66 : Kwiecień 17, 2010, 11:08:52 »

Tak, zaglądam tu codziennie i myśle ,że nie tylko ja.pozdrowienia
Zgłoś do moderatora   Zapisane
Beata
Gość


Email
« Odpowiedz #67 : Kwiecień 18, 2010, 17:15:04 »

 Pani Jolu, z cala pewnoscia nie pisze Pani sama dla siebie. Zagladam tu systematycznie i z wielkim oddaniem trzymam kciuki.Przychodzi mi do glowy,czy nie moze Pani zarobic USG w innym gabinecie, dla porownania ?
 Pozdrawiam goraco Uśmiech
Zgłoś do moderatora   Zapisane
Jolanta
Gość


Email
« Odpowiedz #68 : Kwiecień 21, 2010, 09:51:07 »

Witam Panią, Pana Jacka i inne osoby, które mi "kibicują"! Jak 16 listopada 2009 r. mammografia wykazała pewne zmiany, natychmiast robiłam USG, oczywiście w innej klinice niż mammografię. Dlaczego? Mammografię robiłam w jednym z najlepszych, ale uważałam, że nie chcę "powiązań", a klinika ma system komputerowy i wchodząc do jakiegokolwiek gabinetu, oni już wszystko o mnie wiedzą. Na początku powtarzałam trzykrotnie mammografię, za każdym razem w innej klinice, aby lekarz miał na mnie "świeże spojrzenie". Tak samo było kilkakrotnie w tym roku. Wszystkie USG - inne gabinety. Taka była moja polityka. Jednak Mąż i Mama sugerowali, że może lepiej powtórzyć u lekarza, który już raz robił, ponieważ wówczas będzie mógł stwierdzić czy rośnie czy maleje. Uznałam, że może oni mają rację i raz tak zrobiłam. Warunek! Trafić na uczciwego lekarza. Ja miałam pecha.
Wiele się słyszy o solidarności lekarzy i tak też było w moim przypadku. Wynik mam ponaciągany z każdej strony. Jeżeli walczy się o każde 0,5 mm to szok.
W dniu wczorajszym byliśmy ponownie u Pani doktor u Ojców Bonifratrów, miałam nowe badania krwi (moje wyniki dot. wątroby ogromnie się polepszyły, w lutym próby wątrobowe miałam trzykrotnie ponad normę, teraz niewiele normę przekraczają!!!!) - jeżeli ktoś będzie chciał je zobaczyć, proszę napisać a będę skanować i pokazałam ostatnie USG. Pani doktor też była zszokowana nieuczciwością lekarza. Co najgorsze to nawet wynik wydrukowany na zdjęciu (zawsze miałam robione 3 zdjęcia teraz tylko jeden, zawsze płaciłam 100-120 zł teraz zapłaciłam 180!!!) OSZUST!!!! Wszystko co związane z medycyną, lekarzami jest dla mnie przerażające. Milion za dobrego, mądrego lekarza medycyny naturalnej!!!
Wyniki krwi - dobre lub bardzo dobre, najgorszy mam cholesterol. Ponad normę.
Kiedy odżywiałam się w sposób tradycyjny, zawsze miałam cholesterol w normie, a jak zaczęłam stosować Gersona, przekracza normę. (Norma do 200, w lutym miałam 218 teraz 222). Mąż "biegał" po internecie i książce Gersona + to co wczoraj potwierdziła Pani doktor - organizm oczyszcza się i wyrzuca wszystkie złogi.
Taką przynajmniej mamy nadzieję.
Od kilku dni dostarczam jeszcze organizmowi kapsaicynę - poleciła mi Pani mgr z apteki homeopatycznej (1 kg najostrzejszych jakie się kupi papryk, pokroić jak najdrobniej z pestkami i zalać 1 l najlepszego oleju lnianego lub z pestek winogron. Wstawić do lodówki i codziennie kilkakrotnie maserować - mocno wstrząsać. Po 7 - 10 dniach zlać olej i pić 3 x dziennie po łyżeczce na 1/2 godziny przed posiłkiem. Od razu popić chociaż odrobiną siadłego mleka lub kefiru - troche pali, ale jest smaczny. Pozostałe papryczki używać do sałatek, twarożku. Mąż mi dodaje do wszystkiego co pasuje - jest to smaczne chociaż ostre). Dodatkowo do wszystkiego mąż mi dodaje mnóstwo kurkumy, pieprzu, czosnku, szczypiorku - może dlatego nie przeszkadza mi brak soli, a potrawy nie są jałowe.
Trzymajcie za mnie kciuki! W piątek mam wizytę u onkologa, którego "załatwiła" mi Mamusia. Czy mi pomoże czy zdołuje? Mąż się boi, że to drugie, ale Mamusi bardzo zależy więc zaryzykuję! Dlaczego mąż się boi? Jestem silną psychicznie kobietą i staram się znajdować ze wszystkim same dobre strony, ale po każdej dołującej wizycie potrzebuję chwili aby się podnieść. Nie trwa to długo, może kilka godzin, ale zawsze mężowi szkoda tej mojej energii i wiary, która jest zabrana z tej, która ciężko pracuje nad regeneracją! Może śmiesznie to brzmi, ale nie wiem jak innymi słowami to wyrazić! Nie należę do kobiet, które się zamartwiają i dołują z byle powodu. Nawet teraz staram się nie myśleć o chorobie, żyć w miarę normalnie, śmiać się i być otwartą na ludzi i gdyby nie mój mąż, który co chwila stoi nade mną z sokiem, posiłkiem lub lewatywą, to może bym i zapominała. Ale on jest niestrudzony, dla niego wszystko co robi musi być punktualnie co to minuty, niczego mi nie odpuszcza. Śmieje się jak mówię na niego KAPO!
Jestem Mu bardzo wdzięczna, bo sama dawno już bym pewnie odpuściła albo padła skonana. To jest prawdziwa harówka!
Jeżeli jadę np. do lekarza, soków niestety nie mogę zabrać ze sobą, ponieważ trzeba je wypić natychmiast po przygotowaniu, więc wizytę ustalamy tak, że ja piję w domu sok, natychmiast wsiadamy do samochodu i jak wracamy a nigdy nie mieścimy się w jednej godzinie, to następne soki dostaję np. co 50 minut, aż nadrobimy to co straciliśmy! Teraz już wiem, że ma sens ten humor o żonie, która wyszła z kuchni bo miała za długi łańcuch! Ja też na takim chodzę!
Do tego mój mąż mnie rozśmiesza z tą swoją punktualnością, bo ja nie widzę problemu jeżeli coś mam opóźnione o kilka minut.
Raz po obiedzie na moment usnął w fotelu (a mamy wielki i wygodne) i zaspał 2 (słownie: dwie minuty), to jak się zerwał i zobaczył na zegarek to mało zawału nie dostał. Wyglądało to bardzo śmiesznie, ja dostałą ataku śmiechu, ale Jemu wcale nie było wesoło! Denerwował się, że zaspał, a ja chciałam aby odpoczął.
Taki jest mój mąż! Ja śmiałam się jeszcze długo, aż mnie brzuch rozbolał!
A śmiech to zdrowie! Tylko dlaczego Jego to nie rozśmieszyło?....
Zgłoś do moderatora   Zapisane
Jolanta
Gość


Email
« Odpowiedz #69 : Kwiecień 21, 2010, 11:38:06 »

Nie stosujcie Gersona, jeżeli nie jest możliwe aplikowanie lewatyw, a takie mam zapytania od osób niechodzących, ponieważ bez lewatyw rozwalimy wątrobę i przyspieszy to tragedię. Jeżeli mogę coś doradzić, to proszę przeczytać to co napisałam poniżej, ale ostateczna decyzja musi należeć do Was.
Dwa dni temu na programie "Twój Styl" była seria filmów pod tytułem "Nieuleczalni".
Nagrałam to i w tej chwili mój mąż oglądał.
Tam kobieta z USA, która miała najgorszą odmianę czerniaka i maksimum pół roku przed sobą, opowiada o sobie po 20 (!!!!) latach stosowania tej diety. Jakiej? Zaraz napiszę!
W między czasie urodziła czwarte dziecko i pomaga innym. Była załamana, ważyła 40 kg i wiedziała, że umrze. Nie wierzyła w tę dietę, ale jej brat ją ubłagał aby spróbowała i ... dzisiaj jest zdrowa.
Dieta, którą stosujemy uzdrawia nasze ciało.
Jest to DIETA MAKROBIOTYCZNA, czyli powrót do korzeni. Tak jak odżywiali się ludzie pierwotni. Ok. 60-70 % ziarna, fasola itp. (wszystko nie przetworzone) i 30-40 % warzywa. On (jej lekarz) zakazuje owoce i wszystko pozostałe.
Oczywiście do tego dochodzi wiara w to, że będzie dobrze.
U niej już po miesiącu dużo się polepszyło i zaczęła w to wierzyć.
Ja szukałam po internecie i trochę znalazłam, ale jeszcze sami poszukajcie i wyślijcie do mnie.
To co znalazłam to podsyłam:
http://www.poradnia.pl/porady/640 ;
http://www.repka.pl/Sylwetka/Diety/Urodowe/dieta-makrobiotyczna/Artyku-y/Przech odzenie-na-diete-makrobiotyczna.aspx    
Dieta ta jest mniej kłopotliwa niż Gerson, wiele ma wspólnego i wiele innego, ale myślę, że każdy znajdzie dla siebie i wybierze to co mu najbardziej odpowiada i pasuje. Jedno jest ważne i wspólne dla wszystkich diet uzdrowieńczych: RAK UWIELBIA CUKIER, MIĘSO - GŁÓWNIE CZERWONE I PRODUKTY PRZETWORZONE (NP. BIAŁA MĄKA) ORAZ CHEMIA WE WSZYSTKIM CO SPOŻYWAMY!
Staram się na bieżąco dzielić z Państwem wszystkim czego uda mi się dowiedzieć.
Ja dalej stosuję Gersona, ale tamta dieta też jest doskonała.
Jej podstawą jest aby nie dostarczać rakowi tego co lubi, ale "zagłodzić" go.
Dużo wytrwałości i zdrowia dla wszystkich.
Zgłoś do moderatora   Zapisane
Jolanta
Gość


Email
« Odpowiedz #70 : Kwiecień 21, 2010, 11:56:22 »

Chyba nie mogę się z Wami dzisiaj rozstać, ale ciągle coś mi się przypomina (skleroza), a chciałabym doradzić z całych sił i serca:
Co do "kolesia", to mamy ze sobą pojedynek. Walczymy na co się da i zobaczymy komu w udziale przypadnie zwycięstwo. On czy ja?
3,5 miesiąca Gersona, czuję się znakomicie i nawet wczoraj Pani dr u Ojców Bonifratrów cały czas powtarzała zaskoczona, że mam tyle energii i tak dobrze się czuję! A ja mogę góry przenosić. Dodatkowy bonus - 11 kg mniej (a mam z czego!).
Moi przyjaciele - Ashkar i Gerson! Że mnie nie znają? Trudno, ale ja ich doskonale poznałam i noszę głęboko w sobie (jednego w żołądku a drugiego w nodze!!!)
Przypominam o oczyszczaniu wątroby, przy raku to OBOWIĄZEK!
Zgłoś do moderatora   Zapisane
Jolanta
Gość


Email
« Odpowiedz #71 : Kwiecień 21, 2010, 22:27:25 »

Administratorowi tego Forum, przesympatycznemu Panu Józefowi serdecznie dziękuję. Za co? Za dbanie o to, aby to moje forum miało ręce i nogi, tzn. aby wpisy osób nieodpowiedzialnych, lubiących niepotrzebne sensacje od razu suwać.
W grudniu zwrócił się Pan do mnie z zaproszeniem do zamieszczania swoich przemyśleń i opisywania moich etapów zdrowienia. Zgodziłam się od razu, ponieważ zawsze kiedy tylko mogę - chętnie pomogę. Co kilka dni pojawiają się tutaj nieodpowiedzialne wpisy lub reklamy, które psują mój cel POMOCY INNYM!
Dlatego serdecznie Panu dziękuję za stały kontakt ze mną i "opiekę".
Pozdrawiam - Jolanta
Zgłoś do moderatora   Zapisane
lacki
Global Moderator
Newbie
*****
Wiadomości: 13


Zobacz profil
« Odpowiedz #72 : Kwiecień 22, 2010, 01:34:54 »

Pani  Jolanto, to ja dziękuję Pani za to, że sama  będąc  w poważnych życiowych kłopotach, częstych niedyspozycjach, zapewne  i dyskomforcie psychicznym  znalazła Pani jeszcze resztki sił i czasu na długie komentarze, opisy swoich metod leczenia w wychodzeniu z choroby stosując nieprzetarte dotychczas ścieżki  do odzyskania zdrowia. Podziwiam  ogromną odporność na krytykę ze strony funkcjonariuszy oficjalnej medycyny, którzy nie podzielali wybranej metody leczenia a wręcz przeszkadzali  strasząc konsekwencjami.

Cały czas jesteśmy z Panią czytając na bieżąco wszystkie wpisy o czym świadczą statystyki odwiedzin jak również komentarze.  Pani sukces jest dla nas wielką radością i nadzieją zarazem na utorowanie nowej drogi ku powszechnemu zwalczaniu tej strasznej dla większości choroby. Prowadząc te długie i szczegółowe komentarze dodaje Pani odwagi i nadziei  innym na pełny sukces w pokonaniu choroby.

Zapewne Czytelnicy wyrażą zgodę, że również w Ich i własnym imieniu złożę podziękowanie za tą dodatkową pracę i całym sercem pozostajemy z Panią, życząc rychłego powrotu do  ZDROWIA! Uśmiech
Z poważaniem – JŁ.
Zgłoś do moderatora   Zapisane
ad-astram
Gość


Email
« Odpowiedz #73 : Kwiecień 24, 2010, 22:48:21 »

Poczytałam, Jolu, o Tobie i Kapo... hihihi... Jesteście wprost nie z tej Ziemi...
Cieszę się , że nie musisz przechodzić tego, co dane mi było na przełomie 2006/2007  roku i efektów... które odczuwam do dziś...! Żyję, a co ważniejsze - mam możliwość zmian- szukam innych sposobów niż codzienna tabletka- podtrzymująca efekty amputacji, chemii...Gdybym wiedziała w 2006r. to,co wiem dziś... nie pozwoliłabym na tamto"leczenie"!!!!!!!!!!
Wierzę,że pokonasz  .... POKONACIE intruza...
Podziwiam determinację w stosowaniu diety Gersona i wymogów z nią związanych... niewiele osób stać by było i finansowo, i siłowo...  Też o niej myślałam...ale do walki staję sama, a i mogę działać ciut inaczej. Wolę nie wypowiadać się na ten temat na forum, by nie wzbudzać zbędnych komentarzy i emocji...Chętnie podzielę się swymi doświadczeniami z Wami- będę w Warszawie 8 maja...
A co do metody NIA...cieciorkuję się piąty miesiąc- noga boli cyklicznie... czasem ból jest na 9 w skali od 1 do 10 ! Zrobię badania niebawem - w maju i opiszę skutki moich starań...Astma, wiosenna alergia, rak, zmiany " poleczeniowe" w stawach- ustawiczny ból od 2lat, kamień w nerce- urósł w tak zwanym międzyczasie...jest nad czym pracować, by życie miało jakość...i bym  codziennie odczuwała jego sens, miała poczucie spełnienia i radowała się... czyli : pogoda ducha i uśmiech od uch do ucha! Czego i Wam życzę!
 
Zgłoś do moderatora   Zapisane
Jolanta
Gość


Email
« Odpowiedz #74 : Kwiecień 25, 2010, 20:08:01 »

Napisz koniecznie na mój prywatny adres: jolanta@igr.com.pl - to może uda się nam spotkać. Pozdr. Jola
Zgłoś do moderatora   Zapisane
Strony: 1 ... 3 4 [5] 6 7 ... 31   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.11 | SMF © 2006-2008, Simple Machines LLC Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!